

Polacy coraz chętniej sięgają po kredyty konsumpcyjne, aby sfinansować swoje potrzeby i marzenia. Jak wynika z raportu Biura Informacji Kredytowej z marca 2017 roku, już w 2016 roku wartość tego typu zobowiązań wyniosła imponujące 78,5 mld zł, co stanowiło wzrost o 2,3% w stosunku do roku poprzedniego i aż o 6% w porównaniu do 2014 roku. Kredyty te służą nie tylko do realizacji bieżących celów, takich jak zakup nowego sprzętu domowego, ale także stają się narzędziem do budowania pozytywnej historii kredytowej. Wśród dostępnych opcji finansowania, jedną z najpopularniejszych i najgłośniej reklamowanych są raty 0%. Obietnica zakupu nowej pralki, lodówki czy telewizora bez dodatkowych odsetek kusi i wydaje się idealnym rozwiązaniem. Ale czy oferta, która na pierwszy rzut oka wygląda na darmową, rzeczywiście nic nie kosztuje? W tym artykule przyjrzymy się bliżej fenomenowi „rat 0%”, przeanalizujemy potencjalne pułapki i podpowiemy, jak podejmować świadome decyzje finansowe, które realnie służą naszym interesom.
Magiczne hasło „raty 0%” działa na wyobraźnię i portfele konsumentów. W teorii oznacza ono, że oprocentowanie kredytu wynosi zero, a my oddajemy bankowi dokładnie tyle, ile pożyczyliśmy – czyli cenę zakupionego produktu, rozłożoną na wygodne, miesięczne płatności. W idealnym świecie jest to sytuacja typu win-win: sklep sprzedaje towar, bank pozyskuje nowego klienta (i często zarabia na prowizji od sprzedawcy), a my cieszymy się nowym sprzętem bez obciążania domowego budżetu jednorazowym, dużym wydatkiem. Niestety, rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana, a diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach.
Pierwszym i najważniejszym elementem, na który należy zwrócić uwagę, jest Rzeczywista Roczna Stopa Oprocentowania (RRSO). To właśnie ten wskaźnik, a nie samo oprocentowanie nominalne, informuje nas o całkowitym koszcie kredytu. Jeśli RRSO wynosi 0%, możemy mówić o ofercie, która jest faktycznie darmowa. Jeżeli jednak RRSO jest wyższe od zera, oznacza to, że w umowie ukryte są dodatkowe opłaty. Jakie?
Najczęściej spotykanymi „dodatkami” są:
Często zdarza się tak, że darmowy kredyt wcale nie jest darmowy. Owszem, jego oprocentowanie wynosi 0%, ale instytucja finansowa może naliczyć sobie prowizję za jego udzielenie. Nierzadko jest ona wyższa niż standardowe odsetki w kredycie gotówkowym.
Leszek Zięba, ekspert Związku Firm Doradztwa Finansowego (ZFDF) i mFinanse
Oznacza to, że choć nie płacimy odsetek, to jednorazowy koszt na początku może sprawić, że finalnie zapłacimy więcej, niż gdybyśmy wybrali standardowy kredyt konsumpcyjny z niskim oprocentowaniem.
Kolejną strategią stosowaną przez sprzedawców i instytucje finansowe jest uzależnienie przyznania „darmowego kredytu” od zakupu dodatkowych produktów lub usług. Stajemy przed wyborem: albo godzimy się na dodatkowy wydatek, albo oferta „rat 0%” przestaje być dla nas dostępna. Do najczęstszych tego typu „bonusów” należą:
Wszystkie te elementy sprawiają, że cena produktu, którą widzimy na półce, a całkowita kwota, którą będziemy musieli zwrócić, mogą się znacząco różnić. Dlatego kluczowa jest czujność i dokładna analiza warunków.
Świadomy konsument to konsument bezpieczny. Aby uniknąć finansowych rozczarowań i nie przepłacać za zakupy, warto uzbroić się w wiedzę i stosować kilka prostych zasad.
Podstawą jest dokładne przeczytanie umowy kredytowej przed jej podpisaniem. Nie dajmy się zwieść presji czasu ani zapewnieniom sprzedawcy, że „to tylko standardowe formalności”. Zwróćmy szczególną uwagę na sekcje dotyczące całkowitej kwoty do zapłaty, RRSO oraz wszelkich dodatkowych opłat i prowizji. Najprostszym testem opłacalności jest porównanie dwóch wartości:
Jeśli te dwie kwoty są identyczne, oferta jest faktycznie darmowa. Jeśli druga kwota jest wyższa – oznacza to, że kredyt wiąże się z dodatkowymi kosztami.
Nie bójmy się zadawać pytań. Sprzedawca w sklepie, który pośredniczy w udzieleniu kredytu, ma obowiązek udzielić nam rzetelnych i pełnych informacji. Leszek Zięba radzi, by podejść do sprawy wprost: „Warto zapytać sprzedawcę, który pomaga nam w uzyskaniu kredytu, jaka jest całkowita wartość zadłużenia i porównać ją z ceną produktu”.
Oto lista kluczowych pytań, które warto zadać:
Uzyskanie jasnych odpowiedzi na te pytania pozwoli nam podjąć w pełni świadomą decyzję.
Decydując się na zakupy na raty, najczęściej korzystamy z oferty dostępnej bezpośrednio w sklepie. Jest to rozwiązanie wygodne i szybkie – wszystkie formalności załatwiamy w jednym miejscu. Należy jednak pamiętać, że wygoda nie zawsze idzie w parze z opłacalnością.
Sklepy i sieci handlowe zazwyczaj współpracują z jednym, rzadziej dwoma bankami. Oznacza to, że przedstawiana nam oferta jest bardzo ograniczona. Nie mamy możliwości porównania jej z innymi propozycjami dostępnymi na rynku. Jesteśmy niejako skazani na warunki, które dyktuje partner finansowy danego sklepu, a te nie zawsze muszą być dla nas najkorzystniejsze.
Alternatywą jest samodzielne pozyskanie finansowania. Zamiast brać kredyt w sklepie, możemy udać się bezpośrednio do banku lub skorzystać z pomocy doradcy finansowego i zawnioskować o kredyt gotówkowy. Choć wymaga to nieco więcej wysiłku, daje nam znacznie szersze pole do manewru.
Poza sklepem mamy znacznie większe możliwości porównania ofert kredytów i wybrania najkorzystniejszej. Ponadto, idąc do sklepu z gotówką, często możemy liczyć na dodatkowy rabat, którego nie otrzymamy, płacąc w ratach.
Michał Krajkowski, ekspert ZFDF z Notus Doradcy Finansowi
Zalety takiego rozwiązania to:
Mimo potencjalnych pułapek, odpowiedzialne korzystanie z kredytów ratalnych może przynieść nam wymierne korzyści, które wykraczają poza samo sfinansowanie zakupu.
Każde zaciągnięte przez nas zobowiązanie, takie jak kredyt ratalny, jest odnotowywane w Biurze Informacji Kredytowej (BIK). Jeśli spłacamy raty terminowo, budujemy sobie wizerunek rzetelnego i wiarygodnego klienta. Taka pozytywna historia kredytowa jest niezwykle cenna. Kiedy w przyszłości będziemy chcieli ubiegać się o większe zobowiązanie, na przykład kredyt hipoteczny na wymarzone mieszkanie czy dom, bank dokładnie przeanalizuje naszą historię w BIK. Osoby, które regularnie spłacały swoje mniejsze zobowiązania, mają znacznie większe szanse na uzyskanie kredytu na korzystnych warunkach. Zakup na raty może być więc swoistą inwestycją w naszą przyszłą wiarygodność finansową.
W sytuacji, gdy znajdziemy faktycznie darmowy kredyt ratalny (z RRSO równym 0%), pojawia się ciekawa możliwość. Zamiast wydawać własne oszczędności na zakup sprzętu, możemy je w tym czasie zainwestować. Ulokowanie środków na oprocentowanej lokacie, koncie oszczędnościowym czy w innym bezpiecznym instrumencie finansowym pozwoli naszym pieniądzom pracować. Zyski z takiej inwestycji, nawet niewielkie, stają się naszym czystym profitem.
Rozłożenie płatności na raty może być korzystne, o ile kredyt, z którego skorzystamy, faktycznie będzie darmowy. Wówczas zaoszczędzone środki możemy ulokować np. na koncie oszczędnościowym.
Michał Krajkowski
Kluczowy jest tu jednak warunek – kredyt musi być absolutnie darmowy. Jeśli pojawią się jakiekolwiek dodatkowe koszty, mogą one zniwelować, a nawet przewyższyć potencjalne zyski z inwestycji naszych oszczędności.
Raty 0% to potężne narzędzie marketingowe i, jeśli jest używane świadomie, może być korzystnym rozwiązaniem finansowym. Kluczem do sukcesu jest jednak ostrożność, wnikliwość i odejście od myślenia, że „darmowy” zawsze oznacza „bez kosztów”.
Pamiętaj o kilku złotych zasadach:
Podejmując świadome i przemyślane decyzje, nie tylko unikniesz niepotrzebnych kosztów, ale także możesz wykorzystać zakupy na raty do budowania swojej wiarygodności finansowej. Bądź świadomym konsumentem i zarządzaj swoimi finansami osobistymi w sposób, który najlepiej służy Twoim celom.

Administratorem danych, które wpiszesz, będzie DOM.PL z siedzibą przy ul. Gen. Gustawa Orlicz-Dreszera 5/lok. 6, 15-797 Białystok. Twoje dane będą przetwarzane w celu wysyłania Ci naszych ofert handlowych i naszych partnerów. ...więcej