

Posiadanie własnego domku letniskowego to dla wielu osób spełnienie marzeń o azylu z dala od miejskiego zgiełku. To miejsce, gdzie można naładować baterie, cieszyć się bliskością natury i spędzać czas z najbliższymi. Jednak ta sielanka wiąże się również z pewnymi obowiązkami. Jednym z kluczowych, a często niedocenianych wyzwań, jest zapewnienie dostępu do czystej i bezpiecznej wody. W przeciwieństwie do mieszkań w blokach, domki letniskowe rzadko kiedy są podłączone do miejskiej sieci wodociągowej. Standardem jest korzystanie z wody z ujęć własnych, czyli najczęściej z przydomowej studni. Niestety, woda studzienna rzadko kiedy jest idealna i niemal zawsze wymaga odpowiedniego przygotowania, zanim trafi do naszych kranów.
Własna studnia to niezależność, ale także pełna odpowiedzialność za jakość wody, której używamy do picia, gotowania, mycia czy prania. Woda czerpana prosto z ziemi, choć naturalna, jest roztworem wielu substancji – zarówno pożądanych minerałów, jak i szkodliwych zanieczyszczeń.
Woda deszczowa, przenikając przez kolejne warstwy gleby, rozpuszcza w sobie związki chemiczne i minerały, a także zbiera po drodze zanieczyszczenia organiczne i mikrobiologiczne. Jej finalny skład zależy od geologii terenu, głębokości ujęcia oraz stanu środowiska w okolicy. Dlatego właśnie jakość wody ze studni może drastycznie różnić się nawet między sąsiadującymi działkami. Ignorowanie tego faktu i korzystanie z wody bez wcześniejszej analizy i ewentualnego uzdatniania wody to prosta droga do poważnych problemów – nie tylko zdrowotnych, ale również finansowych, związanych z niszczeniem domowych instalacji i sprzętu AGD.

Choć artykuł skupia się na domkach letniskowych, gdzie problem z wodą jest powszechny, warto podkreślić, że dotyczy on znacznie szerszej grupy odbiorców. Wiele gospodarstw domowych w Polsce, zwłaszcza na terenach wiejskich i podmiejskich, nie ma dostępu do sieci wodociągowej i na co dzień korzysta z wody studziennej. Dla nich zapewnienie czystej wody to nie kwestia sezonowego komfortu, a codziennej troski o zdrowie rodziny i stan techniczny całego budynku.
Aby zrozumieć skalę wyzwania, warto poznać najczęstsze problemy, z jakimi borykają się właściciele własnych ujęć wody. O komentarz poprosiliśmy Zofię Czechowicz, ekspertkę z firmy UST-M, która od lat zajmuje się doradztwem, produkcją i dystrybucją urządzeń do uzdatniania wody.
„W naszej praktyce najczęściej spotykamy się z kilkoma kluczowymi problemami dotyczącymi wody studziennej. Na pierwszym miejscu jest zdecydowanie nadmiar żelaza i manganu. Zaraz za nimi plasuje się nadmierna twardość wody, która jest zmorą dla instalacji i sprzętu AGD. Równie poważnym, choć często niewidocznym zagrożeniem, są skażenia mikrobiologiczne. Do rzadszych, ale uciążliwych problemów, należą siarkowodór, nadający wodzie zapach zgniłych jaj, oraz azotany i azotyny, szczególnie niebezpieczne dla małych dzieci.”
Jak widać, lista potencjalnych zagrożeń jest długa. Przyjrzyjmy się bliżej najpowszechniejszym z nich i sprawdźmy, jak skutecznie sobie z nimi radzić.
Obecność żelaza i manganu to jeden z najłatwiejszych do zdiagnozowania problemów z wodą studzienną. Choć woda prosto ze studni może wydawać się krystalicznie czysta, po kontakcie z powietrzem (np. po nalaniu do szklanki) mętnieje i przybiera żółtawy lub rdzawy kolor. To znak, że mamy do czynienia z ponadnormatywną zawartością tych pierwiastków.
Zgodnie z polskimi normami dla wody przeznaczonej do spożycia, stężenie żelaza nie powinno przekraczać 0,2 mg/litr. Niestety, w przypadku wody z ujęć własnych wartości te są często przekroczone kilkukrotnie, a nawet kilkunastokrotnie. Mangan w wodzie zazwyczaj występuje razem z żelazem, potęgując negatywne efekty.
Skutki nadmiaru żelaza i manganu są odczuwalne na każdym kroku. Jak podkreśla Zofia Czechowicz: „Klienci skarżą się na nieprzyjemny, metaliczny smak i zapach potraw czy napojów, zwłaszcza kawy i herbaty. Ogromnym problemem są trudne do usunięcia, rude zacieki na armaturze łazienkowej, naczyniach i pranych tkaninach, które z czasem żółkną i niszczeją.”

To jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Niewidoczne na co dzień procesy są znacznie bardziej destrukcyjne. Wytrącające się związki żelaza i manganu tworzą osad, który z czasem zatyka rury, niszczy instalacje grzewcze i instalacje sanitarne. Cierpi na tym również drogi sprzęt AGD – pralki, zmywarki, ekspresy do kawy. Osad zmniejsza ich wydajność, prowadzi do awarii i znacząco skraca żywotność. Szczególnie narażony jest kocioł CO, w którym odkładający się kamień kotłowy drastycznie obniża sprawność i może doprowadzić do kosztownej awarii.
Na szczęście technologia oferuje skuteczne metody na usuwanie żelaza i manganu. Najlepszym rozwiązaniem jest montaż centralnej stacji uzdatniania wody, czyli tzw. odżelaziacza i odmanganiacza.
Eksperci podkreślają, że przed każdą stacją uzdatniającą wodę należy zainstalować filtr narurowy z wkładem sedymentacyjnym (np. sznurkowym lub piankowym). Jego zadaniem jest wyłapanie z wody większych zanieczyszczeń mechanicznych, takich jak piasek, muł czy rdza. Chroni to głowicę sterującą stacji przed uszkodzeniem i zapewnia jej długą oraz bezawaryjną pracę.
Kolejnym powszechnym problemem jest twarda woda, czyli taka, która zawiera duże stężenie jonów wapnia i magnezu. Choć nie jest bezpośrednio szkodliwa dla zdrowia, jej negatywny wpływ na domowy budżet i komfort życia jest ogromny.
Polska norma dopuszcza twardość wody do 500 mg CaCO3/dm³, jednak już przy wartościach przekraczających 250 mg CaCO3/dm³ skutki są bardzo odczuwalne. Problem ten jest szczególnie nasilony w południowo-wschodniej części kraju, ale występuje na terenie całej Polski.
Największym wrogiem twardej wody jest kamień kotłowy – twardy, biały osad, który wytrąca się pod wpływem temperatury.
„Twarda woda to cichy zabójca domowych instalacji. Osadzający się kamień drastycznie zmniejsza przepływ w rurach, niszczy grzałki w pralce, zmywarce i czajniku, a co najgorsze, potrafi w krótkim czasie doprowadzić do zniszczenia drogiego kotła CO. Już 1 mm osadu na elementach grzewczych zwiększa zużycie energii o około 10%!” – ostrzega Zofia Czechowicz.
Inne negatywne skutki to:

Najskuteczniejszym sposobem na usuwanie twardości jest instalacja centralnego zmiękczacza wody. Podobnie jak odżelaziacz, stacja zmiękczająca wodę montowana jest na wejściu wody do budynku. Woda przepływa przez złoże jonowymienne, które „wyłapuje” jony wapnia i magnezu odpowiedzialne za twardość, a w ich miejsce uwalnia neutralne jony sodu.
Nowoczesne zmiękczacze działają automatycznie. Jedynym obowiązkiem użytkownika jest regularne, zazwyczaj raz na miesiąc, uzupełnianie w urządzeniu specjalnych tabletek solnych. Sól ta nie trafia do wody pitnej – służy wyłącznie do regeneracji złoża jonowymiennego, czyli przywrócenia mu zdolności do zmiękczania wody.
Bakterie (np. E. coli) i inne mikroorganizmy mogą dostać się do studni z różnych źródeł – najczęściej z nieszczelnego szamba (własnego lub sąsiada), pól uprawnych nawożonych obornikiem czy ogólnych zanieczyszczeń wód gruntowych. Doraźnym rozwiązaniem w przypadku stwierdzenia skażenia może być przechlorowanie instalacji, jednak jest to działanie tymczasowe, które nie usuwa źródła problemu.
„Aby trwale zabezpieczyć się przed zagrożeniami mikrobiologicznymi, należy zainstalować stację uzdatniania wody wyposażoną w specjalny sterylizator wody, najczęściej w postaci lampy UV” – radzi ekspertka UST-M. Woda, przepływając przez sterylizator, jest naświetlana promieniami ultrafioletowymi, które niszczą DNA bakterii, wirusów i innych patogenów, czyniąc je w 100% nieszkodliwymi. To skuteczna i wolna od chemii metoda dezynfekcji.
Rzadsze, ale równie kłopotliwe problemy, takie jak obecność siarkowodoru, azotanów i azotynów czy zanieczyszczeń organicznych, również wymagają profesjonalnych rozwiązań. „W takich przypadkach kluczowe jest dobranie stacji uzdatniania wody ze specjalnie skomponowanymi złożami filtracyjnymi, które są w stanie neutralizować konkretne, szkodliwe związki chemiczne” – dodaje Zofia Czechowicz.
Przed zakupem jakichkolwiek filtrów czy stacji uzdatniania, zawsze należy zlecić profesjonalne badanie fizykochemiczne i mikrobiologiczne wody. Tylko na podstawie precyzyjnych wyników laboratoryjnych można ocenić, z jakim problemem mamy do czynienia i jaka jest jego skala. Próby dobierania urządzeń „na oko” lub na podstawie samych obserwacji to strata pieniędzy i brak gwarancji skuteczności. Badania można zlecić w lokalnej stacji sanitarno-epidemiologicznej lub w akredytowanym laboratorium terenowym. Wiele firm zajmujących się sprzedażą filtrów wody również oferuje pomoc w tym zakresie.
Z wynikami analizy wody najlepiej udać się do specjalistów. Doświadczony doradca z firmy takiej jak UST-M pomoże zinterpretować wyniki i dobrać urządzenie o odpowiedniej wydajności i z właściwym rodzajem złoża. To gwarancja, że inwestycja w stację uzdatniania wody będzie trafiona i skutecznie rozwiąże wszystkie zdiagnozowane problemy.
Woda z własnej studni w domku letniskowym lub całorocznym domu to ogromna wygoda i niezależność. Aby jednak w pełni cieszyć się jej zaletami, trzeba podejść do tematu odpowiedzialnie. Pamiętaj o trzech kluczowych krokach:
Dzięki temu woda w Twoim kranie będzie nie tylko krystalicznie czysta, ale przede wszystkim bezpieczna, co pozwoli Ci w pełni cieszyć się urokami życia we własnym domu.

Administratorem danych, które wpiszesz, będzie DOM.PL z siedzibą przy ul. Gen. Gustawa Orlicz-Dreszera 5/lok. 6, 15-797 Białystok. Twoje dane będą przetwarzane w celu wysyłania Ci naszych ofert handlowych i naszych partnerów. ...więcej